piątek, 4 marca 2016

O rety! Nowy Samojlik! - recenzja



 

Co łączy żubra, bartnika, wydrę i ryjówkę? Zapewne spora część genów, ale przede wszystkim fakt, że każde z nich stało się bohaterem jednej lub kilku zabawnych i cennych książek Tomasza Samojlika, przyrodnika z Białowieży i popularyzatora rodzimej przyrody. Koniec jednak z detalem! W swej najnowszej książce – wydanej przez Oficynę Wydawniczą Multico O rety! Przyroda – badacz postanowił wziąć na warsztat ogrom polskiej przyrody per se. Jeśli więc mieliście dotychczas kontakt z żubrem, rzekotką czy krzyżakiem jedynie w dyktandach, nadarza się świetna okazja, żeby to zmienić!


Format wydania przypadnie do gustu tym, którzy polubili kontakt z Mapami Mizielińskich. Twarda oprawa, staranne szycie, dobry papier – od strony parametrów technicznych rzecz wydana jest nienagannie. Niestety, poziom załamuje się, gdy dochodzimy do korekty tekstów; błędów jest sporo, co dziwi, zwł. w relacji do ceny wydawnictwa. 


Oprócz wspomnianych niedociągnięć korekty, następne uchybienia trzeba wymyślać. Głównym ulepszeniem tej książki, jakie przyszło mi do głowy, jest wprowadzenie indeksu występujących w niej zwierząt i roślin. Gdy chcemy sprawdzić, czy bataliony składają jajka wiosną czy latem, albo kiedy właściwie rodzą się małe rysie, musimy kartkować całość, co jest oczywiście przyjemne, ale lepiej byłoby trafiać w cel od razu – zwł. że bohaterów tej książki jest co najmniej kilkuset.  

Świetnym zabiegiem zastosowanym przez Samojlika jest prezentacja rozmaitych ekosystemów; jak wiadomo wiosna wygląda zupełnie inaczej na polach, w górach i w mieście. Książka opisuje 6 pór roku (wiosna i lato podzielone zostały na wczesny i późny okres), a w każdej z nich mamy stały zestaw powracających środowisk: las liściasty, bór, góry, miasto, tereny nad rzeką i jeziorem oraz pola. Do niego dochodzą „dodatki specjalne” w postaci jaskiń, wybrzeża morskiego czy… mieszkania, którego flora i fauna również są reprezentantami krajowej przyrody. 


O rety! Przyroda łączy Samojlikowe poczucie humoru z – by pozostać w odpowiedniej metaforyce – końską dawką wiedzy o zjawiskach świata naturalnego. Od porostów, przez bezkręgowce, po wielkie ssaki, od bałtyckich traw, przez piaszczyste zakola, po regle i hale, przemierzamy z autorem tysiące metrów – w górę, w dół i na boki. Objętość treści powoduje, że podróż od okładki do okładki za jednym posiedzeniem jest raczej niemożliwa. Tym lepiej – warto powracać do książki w miarę zmieniania się warunków atmosferycznych lub innych okoliczności przyrody za oknem, warto zabierać ją na wycieczki (chociaż daleko jej do poręczności). 


Książka oprócz pryzmy faktów przyniesie nam też kontakt z dowcipem wysokiej (a czasem troszkę niższej, ale nadal dobrej!) próby, którym autor uatrakcyjnia wszystkie swoje popularyzatorskie publikacje. Jestem oddaną fanką nienawistnych sóweczek, którym nic się nie podoba, uwielbiam misia – fana dolnego regla, mam słabość do nucącego bobra (Dum di dum!). To właśnie takie zabiegi powodują, że łatwiej nam obcować z encyklopedyczną „zawartością” poszczególnych plansz. Proporcja faktów do „rozrywki” to mniej więcej 2:1 –widać, że żarty mają dopełnić, a nie przeważyć przekaz merytoryczny. 


Z radością obserwuję jak Tomasz Samojlik – rysownik-samouk – z tomu na tom rozwija swój warsztat, ekspresję i swobodę twórczą. Rozmaite perspektywy, dobre zharmonizowanie kadrów, bogata, ale nie krzykliwa paleta, umiejętnie oddany ruch i dokomponowane dymki – widać, jak procentuje doświadczenie wyniesione z tworzenia komiksów. Mam prawie wszystkie publikacje tego autora, począwszy od czarno-białego Ostatniego Żubra i z niecierpliwością czekam na kolejne! Każda z nich wnosi coś do mojej znajomości otaczającego świata, przy każdej dobrze się bawię – i mam wrażenie, że autor ma podobnie.  

 
Jeżeli chodzi o współczesny rynek wydawniczy, to książką, którą teoretycznie można by z O rety! Przyroda porównać jest Rok w lesie Emilii Dziubak. Piszę „teoretycznie” ponieważ zupełnie inny jest adresat propozycji Naszej Księgarni. Są to przede wszystkim młodsze dzieci – takie, które główną frajdę czerpią z kartonowych stron, kolorowych zwierzątek i ogólnego „dziania się” na obrazkach, bez szczególnych oczekiwań odnośnie treści (której u Emilii Dziubak właściwie nie ma). Jeżeli w Waszych podróżach celujecie w fakty i ciekawostki – bez wahania wybierzcie propozycję Samojlika. Do zobaczenia w lesie (lub borze, na brzegu jeziora, w jaskini czy u rybika  w łazience…)!

2 komentarze:

  1. "Kilkuset" bohaterów - jeśli już o błędach mowa;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sypię głowę popiołem, skoro o tym mowa ;-)

      Usuń